Typowy norweski obiad (zweganizowany)

Dla odważnych wstawiam oryginalną nazwę: kjøttkaker med brunsaus, rørte tyttebær, ertepuree og kokte poteter. Ufff. Jeśli nie znacie norweskiego i przebrneliście przez to zdanie to gratulerer! A jako ciekawostkę możecie zapamiętać, że „kjøttkakker” znaczy dosłownie „mięsne ciasteczka”.

Te mięsne ciasteczka to proste pulpety z mięsa mielonego gotowane w sosie z zasmażki. Podaje się je z borówkami oraz puree z groszku i gotowanymi ziemniakami. Jest to bardzo prosty i tani posiłek z łatwo dostępnych składników, który przygotujecie w 20 minut. Jednak obiecuję wam, że jeśli spróbujecie to przekonacie się, że to jest idealne połączenie smaków!

Składniki na 2 porcje:

Kjøttkaker (norweskie pulpety)

250 g wegańskiego mięsa mielonego

szczypta imbiru

szczypta gałki muszkatołowej

pieprz

3 łyżki bułki tartej

5 łyżek mleka roślinnego lub wody

olej do smażenia

można również dodać ¼ posiekanej cebuli

Brun saus (brązowy sos na zasmażce)

2 łyżki masła roślinnego

2 łyżki mąki

500 ml bulionu warzywnego

sól i pieprz

kilka kropel sukkerkulør (można pominąć)

Ertepure (puree z zielonego groszku)

paczka mrożonego groszku (około 350g)

300 ml bulionu warzywnego

2 łyżki masła roślinnego

pieprz

sól

Rørte tyttebær (dosłownie „mieszane borówki”)

Można zastąpić gotową konfiturą z borówek

150 g mrożonych lub świeżych borówek

75g cukru

3 średnie ziemniaki

  1. Zacząć od obrania ziemniaków i wstawienia do gotowania w osolonej wodzie.
  2. Jeśli używamy mrożonych borówek to należy je pozostawić dzień wcześniej w lodówce lub rozmrozić w mikrofalówce. Borówki wymieszać z cukrem. Kryształki rozpuszczę się gdy odstawimy mieszankę na 15 min.
  3. Wszystkie składniki na kjøttkaker wymieszać i uformować podłużne pulpeciki. Smażyć z każdej strony do zbrązowienia (mogą być surowe w środku). Odłożyć na bok.
  4. Następnie na tej samej patelni rozpuścić masło i wymieszać z mąką. Smażyć do momentu uzyskania brązowego koloru. Dodać bulion, dobrze wymieszać i zagotować. Doprawić solą, pieprzem i ewentualnie wzmocnić kolor odrobiną sukkerkulør.
  5. Do sosu dodać podsmażone pulpeciki i gotować aż będą ugotowane w środku, a sos zgęstnieje.
  6. Do osobnego rondla wsypać zamrożony groszek. Zalać niedużą ilością bulionu i gotować do momentu aż groszek będzie miękki, ale nie straci koloru (kilka minut). Następnie dodać masło oraz pieprz i zblendować. Doprawić solą.
  7. „Mięsne ciesteczka” podawać polane sosem, w towarzystwie borówek, puree z groszku i ugotowanych ziemniaków.

Roślinne mięso mielone

Używałam  sojowego mielonego firmy Folkets „veggi deig av soybøonner” kupionego w norweskim supermarkecie Kiwi. Wspominam o tym ponieważ roślinne zamienniki mogą się znacząco od siebie różnić. Dlatego jeśli używacie mielonego z innej firmy możliwe, że będziecie potrzebować innej ilości bułki tartej i mleka lub kompletnie te dodatki. Dodawajcie po trochu i testujcie czy z masy dobrze kleją się pulpety. Jeśli nie chcecie używać przetworzonego zamiennika mięsa możecie użyć pulpecików zrobionych w domu z soczewicy, ciecierzycy itd. (sprawdzony przepis na pulpety z soczewicy niedługo pojawi się na blogu)

Formowanie mięsnych ciasteczek

Typowym sposobem formowania jest zagarnianie mięsa za pomocą łyżki we wnetrzu dłoni.

Brązowy kolor sosu

W przepisie wspominam o sukkerkulør, czyli karmelu amoniakalnym. W Norwegii jest to bardzo popularny produkt i można go kupić w każdym supermarkecie. Nie jestem pewna czy w Polsce dostaniecie go poza hurtowniami dla chemików ;). Jednak nie martwcie się. Ten składnik służy tylko poprawie koloru i można go pominąć. Poniżej znajdziecie zdjęcie sukkerkuør.

Mazurek wielkanocny po norwesku

Jeśli lubicie piec, to widzieliście już pewnie setki sposobów na mazurki. Obiecuje wam, że ten przepis na mazurka inspirowanego kuchnią norweską znajdziecie tylko u mnie 😉 Zapraszam!

Składniki na półkruchy spód:

175 g mąki

50 g cukru pudru

100 g masła (dobrze schłodzonego w lodówce)

2 łyżki gęstej śmietany

1 żółtko

¼ łyżeczki proszku do pieczenia

1/2 łyżeczki cukru waniliowego

szczypta soli

Składniki na krem:

200 ml kremówki

200 g norweskiego brązowego sera brunost

60 g masła

3 łyżki cukru

1 jajko

½ łyżeczki agaru

  1. Zacznij od zagniatania ciasta.
  • Najlepiej ciasto przygotować w stojącym robocie kuchennym z ostrzem. Najpierw zmiksować suche przesiane składnik z masłem, następnie dodać śmietanę i żółtko i zmiksować do gładkości.
  • Jeśli nie masz robota użyj metalowej szpachelki cukierniczej lub noża. Na blat przesyp przez sitko suche składniki i dodaj zimne masło. Szatkuj masło w mące do momentu aż masło będzie rozdrobnione na małe kawałeczki. Następnie dodaj śmietanę i żółtko, zacznij łączenie składników od szatkowania, a na koniec krótko zagnieć rękoma.

2. Ciasto wstawić na 10-20 min do lodówki.  Piekarnik nagrzać do 200 stopni. Formę do tart natłuścić przy pomocy pędzelka i oleju lub oleju w spreju.

3. Gdy ciasto będzie lekko schłodzone (ale jeszcze nie twarde jak kamień), posypać blat mąką i rozwałkować ciasto na taki rozmiar by pokryło dno i brzegi formy. Przenieść na wałku do formy, przycisnąć do brzegów i odkroić nadmiar przejeżdżając wałkiem po krawędziach. Nakłuć dno ciasta widelcem.

4. Ciasto wstawić do nagrzanego piekarnika i piec aż będzie chrupiące i nabierze koloru (ok.20-25 min). Po upieczeniu wyjąć z formy i ostudzić na kratce.

5. Przygotowanie kremu:

Brunost pokroić na plasterki. Śmietankę podgrzać w rondelku na niedużym ogniu. Dodać brunost, cukier i masło i mieszać aż się rozpuści. Zdjąć z ognia i lekko przestudzić.

6. W osobnym naczyniu rozbełtać jajko. Cały czas mieszając (używam trzepaczki ze spiralą), dodawać powoli i ostrożnie część lekko ostudzonej mieszanki. Dodać z powrotem do garnka, nieprzerwanie mieszając. Ustawić garnek na kuchence. Kontynuując mieszanie, dodać agar i mieszać aż masa się zagotuje, zgęstnieje, a agar się rozpuści. Na koniec zdjąć z ognia i zmiksować blenderem ręcznym.

7. Gdy masa serowa jest nadal ciepła, wylać ją równomiernie na spód. Schłodzić w lodówce przez co najmniej 2h.

8. Po schodzeniu można udekorować powierzchnie ciasta.

  • Podczas robienia ciasta kruchego składniki powinny być zimne, dlatego najlepiej używać robota kuchennego, ewentualnie noża lub szpachelki cukierniczej. Ciepło dłoni ogrzewa ciasto, więc taki kontakt należy ograniczyć do minimum.
  • Ciasto zamiast wałkować można „upchać” w formie. W taki sposób nie będziemy mieć niewykorzystanych resztek ciasta. Brzegi nie będą perfekcyjnie równe, ale moim zdaniem nie taki spód nie wygląda gorzej.
  • Do dekoracji użyłam: orzechów laskowych przekrojonych na pół, łamanych ziaren kakaowca (cocoa nibs) i czekoladowych jajeczek wielkanocnych. Można też użyć czekolady, innych orzechów (np. migdałów w płatkach), bakalii, bez, wielkanocnych cukierków. Na zdjęciach poniżej możecie znaleźć inspirację do dekoracji waszego mazurka.
  • Jeśli wasz kruchy spód nie zmieści całej kremu, możecie spakujcie resztkę w słoik i zjeść później na kanapkach.
  • Chciałabym wam też serdecznie polecić dwa moje ulubione przepisy na mazurki:

Mazurek cytrynowy: https://smakolykibereniki.blogspot.com/2015/03/mazurek-cytrynowy.html

Mazurek różany: https://kukbuk.pl/przepisy/mazurek-rozany/

God Påske to norweskie życzenia wielkanocne 😉

Gløgg

Norweskie grzane wino pełne słodyczy i aromatu przypraw. Poprawi humor w nawet najciemniejszy i najzimniejszy wieczór.

Składniki na 2-3 porcje:

Laska kory cynamonu

5 goździków

4 strączki kardamonu

pół gwiazdki anyżu

2cm świeżego imbiru

pół pomarańczy

1 ziarnko pieprzu

1 szklanka wody

pół szklanki cukru

2 szklanki wina (najlepiej niedrogiego wina)

ewentualnie kieliszek koniaku lub wódki

  1. Imbir pokroić w cienkie plasterki. Goździki i kardamon zmiażdżyć w moździerzu lub płaską stroną noża. Pomarańczę pokroić w plasterki.
  2. W garnku umieścić wodę, cukier, pomarańcze i wszystkie przyprawy. Zagotować, poczekać aż rozpuści się cukier i zmniejszyć ogień. Dodać wino i ewentualnie wódkę lub koniak. Płyn podgrzewasz na minimalnym ogniu przez 20-40 min. Nie należy przekraczać temperatury 70 stopni (nie dopuszczać do gotowania się). Gløgg z przyprawami można też odstawić do lodówki na całą noc i przed podaniem ponownie podgrzać
  3. Migdały można pokroić (niezbyt drobno, na 2-3 części) i pomieszać z rodzynkami.
  4. Ciepły gløgg przecedzić, przelać do szklanek i dodać po łyżce mieszanki orzechów z rodzynkami.

Szukając autentycznego przepisu na gløgg ustaliłam, że nie istnieje jeden właściwy przepis. Najczęstszymi elementami wspólnymi jest woda cukier, tanie czerwone wino, kora cynamonu, skórka pomarańczy, goździki, kardamon i oczywiście element charakterystyczny rodzynki i migdały. Dlatego nie bójcie się pominąć którejś z przypraw jeśli nie macie jej akurat w domu. Wiele przepisów zawiera też laskę wanilii, ale umówmy się… kogo stać na takie luksusy? 😉

Ciekawostki:

Podgrzewane wino pito w Skandynawii co najmniej od XVI wieku.

W Średniowieczu grzanemu winu przypisywano wiele właściwości prozdrowotnych, np. wierzono, że leczy zimową depresje. Czyż to nie wspaniała wymówka by upijać się tym aromatycznym trunkiem? 😉

Nazwa pochodzi z początku XVII wieku od szwedzkiego „glödat vin”, co znaczy podgrzewane wino. Czyli w zasadzie znaczy to to samo co polski „grzaniec”/ „grzane wino „;)

W XIX wieku w Szwecji picie gløggu stało się tradycją Świąt Bożego Narodzenia (nor. Jul) i stamtąd razem z innymi obyczajami, np. Dzień św. Łucji czy świąteczne gwiazdy, przywędrowało do Norwegii.

Gløgg można też przyrządzić w wersji bez alkoholu, używa się wtedy soku z czerwonej porzeczki lub jabłek.

Obecnie najczęściej Norwedzy przygotowują gløgg w wersji ekspresowej, tzn. mieszają gotowy syrop ze sklepu z wrzątkiem 😦

Marsipankake

Kuchnia norweska charakteryzuje się prostotą i nie ma tu aż tylu rodzajów ciast jak w Polsce. To ciasto ma w sobie bardzo norweskie i popularne tu składniki:

  • śmietanę – norweskie produkty mleczne mają wyjątkowy, inny niż w Polsce smak,
  • marcepan, którego szczególnie norweskie dzieci uwielbiają
  • maliny – podobnie jak truskawkami świetnie sobie radzą w norweskim klimacie

Jest to jedno z moich ulubionych ciast z krememem. Kremowość, słodycz i kwaśne maliny świetnie się nawzajem balansują. W żądnym innym torcie nie spotkałam się z orzechami, a dodają one fantastycznego smaku i urozmaicają teksturę. Do tego kołderka z marcepanu jest nieporównywalnie smaczniejsza niż masa cukrowa amerykańskich tortów. Tort można udekorować na kilka sposobów, o których wspomniałam na samym dole przepisu.

wp-1594164228623.jpg

Składniki:

biszkopt:

5 jajek (koniecznie wyjąć kilka godzin wcześniej z lodówki by miały tempereturę pokojową)

150 g cukru

150 g maki

1 łyżeczka proszku do pieczenia

krem:

600 ml dobrze schłodzonej śmietanki 30%

1-2 łyżki cukru pudru (przesianego przez sitko)

 

100 ml zimnego mleka

400g malin (np. jedno opakowanie mrożonych. W Norwegii można kupić gotowe, zmiksowane i zamrożone maliny, tzw. bringebærsyltetøy. Nie mylić z dżemem z malin;)

garść orzechów włoskich

do dekoracji:

500 g masy marcepanowej do dekoracji tortów

rozpuszczona czekolada w rękawie kuchennym lub rożku z papieru do pieczenia z małym otworem

kilka malin/ truskawka pokrojonych w plasterkach

ewentualnie listki mięty lub melisy

 

  1. Maliny gotuję w rondlu do momentu aż się rozmrożą, rozpadną i zgęstnieją do konsystencji dżemu. Odstawiam do wystygnięcia.
  2. Piekarnik nagrzać do 160 stopni.
  3. Jajka ubić z cukrem mikserem, do momentu aż masa będzie dobrze napowietrzona i o wiele jaśniejsza. Może to zająć do 10 min.*
  4. Dodać mąkę i proszek do pieczenia przesiewając przez sitko. Następnie za pomocą silikonowej szpatułki delikatnie, ale dokładnie wymieszać. Trzeba robić to naprawdę dokładnie, bo mąka lubi zbijać się w gródki i ukrywać na dnie masy.
  5. Tortownicę o średnicy 24 cm wyłożyć papierem do pieczenia i przelać do niej masę. Wygładzić powierzchnię szpatułką. Piec w piekarniku przez ok. 40 min. Pod koniec sprawdzić czy ciasto nie jest surowe za pomocą wykałaczki.
  6. Wyjąć biszkopt z piekarnika i odstawić do wystudzenia.
  7. Ostudzony biszkopt przekroić na 3 równe blaty. Śmietanę z cukrem pudrem ubić na sztywno.** Orzechy posiekać.
  8. Pierwszy biszkoptowy blat nasączyć mlekiem. Następnie posmarować połową malin, mniej niż połową ubitej śmietany i obficie posypać orzechami. Powróżyć z drugim pięterkiem. Przykryć ostatnim blatem i również nasączyć go mlekiem. Na koniec posmarować ciasto z każdej strony cienką warstwą kremu. Odstawić do lodówki.
  9. Masę marcepanową lekko rozgrzać ugniatając w dłoniach. Blat posypać cukrem pudrem i rozwałkować masę na kilkumilimetrową grubość. Przymierzyć ciasto, by sprawdzić czy masa jest wystarczająco szeroka by pokryła całą powierzchnie i sięgnęła do boków. Następnie przełożyć marcepan na ciasto i delikatnie dopasować go do boków. Można wyciąć cienki pasek z marcepanu by zasłonić dół ciasta.
  10. Powierzchnię ciasta można udekorować rozpuszczaną czekoladą, owocami i listkami ziół. ***

*Masa jest dobrze ubita jeśli i na powierzchni możemy napisać Ole – popularne norweskie, męskie imię, czytane ‘Ule’. Zobacz zdjęcie poniżej.

**Śmietanę należy ubić tuż przed podaniem ciasta lub użyć modyfikowanej skrobi ŚmietanFix).

*** Polecam wpisać w Google grafikę ‘marsipankake pynting’. Znajdziecie tam inspiracje to wzorków z czekolady. Ciasto często dekorowane jest także przez wycięcie i zawinięcie masy dośroska i wypełnienie powstałej dziury owocami, tzw. åpen marsipankake. W święto niepodległości Norwegii ciasto dekoruje się małymi flagami i owocami w kolorach norweskiej flagi – truskawki, maliny, borówki amerykańskie.

 

wp-1594164228656.jpgwp-1594164228689.jpg

wp-1594165370564.jpg

Miało być norweskie imię Ole, a chyba z przyzwyczajenia podpisałam się własnym ;P

wp-1594164228569.jpg

Fløtegratinerte poteter

Znudzeni tłuczonymi ziemniakami do obiadu? Fløtegratinerte poteter, czyli ziemniaki zapiekane ze śmietanką i serem to idealne urozmaicenie obiadu, np. przy szczególnych okazjach. Mimo że te ziemniaki to pyszny komfort food, to zrobienie ich jest banalnie proste i nie wymaga żadnych wyszukanych składników.

Taki sposób przyrządzania ziemniaków prawdopodobnie nie narodził się w Norwegii (wydaje mi się, że jadłam je wiele lat temu w USA), jednak są one tu bardzo popularne i lubiane przez wszystkich Norwegów.

wp-1587675805035.jpg

Składniki na ok. 8 porcji:

1 kg ziemniaków

400ml śmietany kremówki lub kwaśnej śmietany kremówki (kremflote lub matflote)

2-4 ząbki czosnku

1 łyżeczka soli

½ łyżeczka pieprzu

Garść startego, żółtego sera

Odrobinę masła lub oleju

  1. Piekarnik nagrzać do 200 stopni.
  2. Ziemniaki obrać i pokroić w plasterki grubości 3-5 ml. Czosnek posiekać lub przecisnąć przez praskę.
  3. W misce wymieszać ziemniaki, śmietankę, czosnek, sól i pieprz.
  4. Płaskie naczynie żaroodporne wysmarować cienko tłuszczem. Ziemniaki z sosem przełożyć do naczynia (plasterki powinny leżeć płasko) i przykryć je folia aluminiową.
  5. Wstawić do piekarnika na 30 min.
  6. Następnie usunąć folie, posypać wierzch ziemniaków serem i piec przez koleinie 20 min. Na koniec ziemniaki powinny być miękkie, a ser lekko przybrązowiony.

wp-1587675804998.jpgwp-1587675804952.jpg

 

 

Sałatka taco

Czemu ja takie przepisy dodaje do kategorii z norweskimi przepisami? Taco to oczywiście kuchnia tex-mex, jednak jest ona w Norwegii niesamowicie popularna. Chciałabym by w dziale „Inspirowane Norwegią” znalazły się oprócz przepisów tradycyjnych również dania, które nie pochodzą z kraju fiordów, ale pokazują codzienną i autentyczną dietę Norwegów.

Ta sałatka jest zmodyfikowaną wersją sałatki serwowanej w pewnej popularnej norweskiej sieci restauracji. Pracując w tym miejscu niejednokrotnie był to mój obiad. W oryginale sałatka zawiera mięsny sos, który ja podmieniłam na jedyne dostępne w tamtej kuchni źródło białka, czyli fasolki i brokuły. Być może surowe brokuły są dla wielu kontrowersyjnym składnikiem, ale zaufajcie mi że są świetnie pasują, są pyszne i chrupiące.

Myślę że sałatka sprawdzi się nie tylko jako lunch lub obiad, ale również jako przekąska na przyjęciach, a szczególnie na grillach.

2508-2019-023121667459393262460.jpeg

Składniki na jedną porcję:

1 garść mieszanki sałat (najlepiej z sałatą rzymską)

2 łyżki kukurydzy z puszki

2 łyżki czarnej fasoli z puszki

Kilka różyczek surowego brokuła

3 łyżki pico de gallo ( przepis na blogu)

2 łyżki sou czosnkowego

Ewentualnie kilka chipsów nacho.

  1. Wszystkie składniki wymieszać.
  2. Chipsy można podać w całości lub je pokruszyć i posypać po wierzchu.

 

2508-2019-022948167457657915384.jpeg

Pico de gallo

2806-2019-02198731795519425461653.jpeg

Na zdjęciu pewnie większość z was widzi salsę, a ja szalona nazywam to pico de gallo? W dodatku zawartość tego słoika ze zdjęcia nie jedno ma imię. Meksykanie mówią też salsa fresca (świeża salasa), salsa picada (siekany sos) lub salsa cruda (surowy sos).

Czym więc różni się pico de gallo od salsy? Podstawową różnicą jest konsystencja. Salsa jest bardziej rozdrobniona, często zmiksowana i płynna. Natomiast pico de gallo zrobione jest z pomidorów pokrojonych w małe kawałeczki. Ponadto, do pico de gallo używa się koniecznie świeżych pomidorów, a w salsie nie są one konieczne.

Ciekawa jest też nazwa tego meksykańskiego sosu/sałatki. W dosłownym tłumaczeniu pico de gallo znaczy dziób koguta. Jedna z kilku teorii mówi, że nazwa wzięła się od tego, że składniki pokrojone w małe kawałeczki przypominają pokarm dla ptaków. Inna teoria nawiązuje do oryginalnego sposobu jedzenia – szczypanie kciukiem i palcem wskazującym przypomina dziobanie.

Przy tak prostym przepisie, bardzo ważna jest jakość składników. Najlepiej użyć dorodnych, dojrzałych pomidorów i pod żadnym pozorem nie wolno pomijać kolendry! Ewentualnie można zamienić cebulę na białą i zamiast limonki użyć cytryny. Ocet i sok z cytryny można mieszać lub używać wymiennie. Jednak to tylko moja opinia, więc bądzcie ostrożnii, bo może przyjść do was jakiś meksykanin i oskarżyć was o bezczeszczenie przepisu ;P

2806-2019-02238581794882402113032.jpeg

Składniki:

  • 2 średniej wielkości pomidory
  • Pój czerwonej cebuli
  • 1 ząbek czosnku
  • 1-2 łyżki posiekanej kolendry
  • 1 łyżka soku z limonki lub cytryny
  • 1 łyżeczka octu
  • Sól
  • Pieprz
  • Świeże lub marynowane jalapeno, eventualnie ostra papryka w proszku

Pomidory drobno pokroić (ok. 3mm kosteczki), posolić i odstawić do osiąknięcia na sitku.

Czosnek posiekać z solą lub przecisnąć przez praskę. Cebulę i jalapeno pokroić w drobną kosteczkę. Posiekać kolendrę.

Wszystkie składniki wymieszać. Doprawić solą, pieprzem. Dodać ostre papryczki w takiej ilośći by uzyskać preferowaną ostrości.

Najlepiej schłodzić w lodówce. Podawać przy pomocy łyżki z dziurami/widelca/własnych palców by pozbyć się nadmiaru płynu.

Można użyć jako dodatek do sałatek, kanapek, tacos i do podania/ozdoby nachos, quasedillas i enchildas. Można pomieszać z rozgniecionym awokado by zrobić guacamole. Ten trik przydaje się szczególnie, gdy zostaje resztka i chcemy ja wykorzystać.

2806-2019-02348491794833393268567.jpeg

Marynowana czerwona cebula

2106-2019-01572341578707222519559.jpeg

Przygotowanie banalne – efekt ogromnie efektowny. Na początku nienawidziłam, teraz jestem od niej uzależniona i zawsze trzymam zapas w lodówce. Przepisy najczęściej podają proporcję 1:2:3 (ocet:cukier:woda). Dla mnie taka cebula jest za słodka. Ja jako miłośniczka octu, jego właśnie dodaję najwięcej. Ponadto wzbogaciłam, zalewę o przyprawy, które sprawiają że cebula ma niesamowicie intensywny smak! Do tego ten intensywnie różowy kolor i widoczne włókna sprawiają, że ten dodatek z każdej kanapki i sałatki zrobi estetyczne dzieło sztuki.

2106-2019-01554941579278525208534.jpeg

Składniki:

  • 2 czerwone cebule (ok. 200 g)
  • 1 szklanka octu 7%
  • 1/2 szklanki cukru
  • 1/2 szklanki wody
  • 1/2 łyżeczki soli
  • 1 ząbek czosnku
  • 2 małe liście laurowe
  • 3 ziela angielskie

Cebulę obrać, przekroić na pół, pokroić w cienkie plasterki (piórka), Korzeń wyrzucić. Ząbek czosnku zmiażdżyć i przekroić na pół.

W garnku wymieszać cukier, ocet i wodę. Doprowadzić do wrzenia. Dodać pokrojoną cebulę i wszystkie przyprawy. Gotować przez ok. 1-2 min. Przelać do słoika. Cebula powinna być przykryta minimalną ilością zalewy. W razie potrzeby odlać część płynu. Czym ciaśniej będzie upakowana cebula, tym nabierze intensywniejszego koloru. Odstawić do ostygnięcia. Zakręcić i trzymać w lodówce przez noc.

Dodawać do kanapek, sałatek, burgerów. Ja uwielbiam ją w połączeniu z humusem i jarmużem.

2106-2019-01525431578702531103908.jpeg2106-2019-01572341578707222519559.jpeg

2506-2019-02094711689012012369366.jpeg